XXXVI rocznica pacyfikacji kopalni Wujek

15 Gru 2017

16 grudnia w Katowicach odbędą się uroczystości upamiętniające tragedię w kopalni Wujek, gdzie podczas pacyfikacji zakładu na początku stanu wojennego zginęło 9 górników, a kilkudziesięciu zostało rannych.

Obchody 36. rocznicy tamtych wydarzeń rozpoczną się o godz. 14.00 mszą św. w kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Katowicach. Po nabożeństwie nastąpi przemarsz pod Pomnik-Krzyż przy kopalni Wujek. Uroczystości pod pomnikiem rozpoczną się o 15.45. Zakończy je apel poległych i złożenie wieńców oraz kwiatów.

W uroczystościach wezmą udział rodziny poległych góników, uczestnicy tamtych wydarzeń, przedstawiciele krajowych i regionalnych struktur Solidarności oraz reprezentanci władz państwowych i samorządowych. Honorowy patronat nad obchodami sprawuje prezydent RP Andrzej Duda.

Program obchodów:

godz. 14.00 – msza święta w kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, ul. Piękna 8

godz. 15.15 – przemarsz pod Pomnik-Krzyż przy kopalni Wujek, pl. NSZZ Solidarność

godz. 15.45 – uroczystości pod Pomnikiem-Krzyżem: apel poległych, składanie wieńców i kwiatów.

Wszędzie było pełno krwi – wspomnienia z pacyfikacji kopalni

Gdy przyniesiono pierwszego zabitego, byliśmy w szoku. Dopiero w tym momencie dotarło do nas, co rzeczywiście dzieje się w kopalni – wspomina Barbara Jęśko, jedna z pielęgniarek, które udzielały pierwszej pomocy górnikom rannym podczas pacyfikacji kopalni Wujek.

Pacyfikacja Wujka rozpoczęła się 16 grudnia ok. godz. 11.00. Już kilka minut później do punktu opatrunkowego znajdującego się na terenie kopalni zaczęto przynosić pierwszych zatrutych gazem łzawiącym. – Bardzo szybko zaczęło brakować tlenu. Musieliśmy poprosić o pomoc ratowników górniczych – opowiada Barbara Jęśko, pielęgniarka, która w 1981 roku była szefową punktu opatrunkowego w kopalni Wujek. Razem z nią dyżur tego dnia pełniła tylko jedna pielęgniarka i jeden sanitariusz, a osób potrzebujących pomocy przybywało z minuty na minutę. – Gdy przyniesiono pierwszego zabitego, byliśmy w szoku. Dopiero w tym momencie dotarło do nas, co rzeczywiście dzieje się w kopalni. Do końca nie wierzyliśmy, że milicja użyje broni palnej, że będzie tylu zabitych i rannych – dodaje Barbara Jęśko.

Zomowcy utrudniali pomoc

Wkrótce punkt opatrunkowy wypełnił się rannymi. Leżeli na podłodze, siedzieli oparci o ściany, wszędzie było mnóstwo krwi. Część górników miała obrażenia wskazujące na pobicie, inni rany postrzałowe. – Nie byliśmy w stanie udzielać pomocy aż tylu osobom. Przez dyspozytora kopalni poprosiliśmy o pomoc. Na własną rękę dotarła do nas doktor Urszula Wenda i kilka osób z przychodni przyzakładowej. Pracowaliśmy w milczeniu. Nie znaliśmy górników, którym pomagamy – opowiada pielęgniarka z punktu opatrunkowego kopalni Wujek. Górnicy, którym udzielono pierwszej pomocy, byli przenoszeni do sanitarek i odwożeni do szpitali. ZOMO robiło wszystko, by ten transport utrudnić, niektóre karetki zatrzymywano, a rannych dotkliwie bito.

Celem zomowców było wyłapanie przywódców strajku w kopalni.Z tego względu poszkodowani podczas pacyfikacji mieli być przewożeni do Szpitala Górniczego w Ochojcu oraz do Szpitala MSW w Katowicach. Obydwie placówki zostały zmilitaryzowane. Komunistyczna władza nie zamierzała korzystać z pomocy Centralnego Szpitala Klinicznego w Katowicach Ligocie, mimo że znajdował się on najbliżej kopalni i posiadał oddział neurochirurgii i oddział chirurgii klatki piersiowej. – To właśnie ta klinika powinna zostać wyznaczona do udzielania pomocy górnikom z ranami postrzałowymi – mówi prof. Grzegorz Opala, wówczas lekarz CSK i przewodniczący Solidarności w Śląskiej Akademii Medycznej.

Lekarze przechytrzyli władzę

Gdy tylko personel kliniki zorientował się, że karetki z Wujka jadą do Szpitala Górniczego w Ochojcu, zaczął działać na własną rękę. Lekarze obawiali się, że górnicy będą zabierani ze zmilitaryzowanych placówek i aresztowani. Żeby do tego nie dopuścić, chirurg Marek Rudnicki, wbrew zarządzeniom SB, skorzystał ze szpitalnej radiostacji i nadał komunikat, by od tego momentu wszystkie sanitarki z rannymi kierowane były do Ligoty. W ten sposób udało mu się oszukać Służbę Bezpieczeństwa. W niedługim czasie do izby przyjęć przywieziono kilkudziesięciu poszkodowanych górników. Lżej rannych opatrywano i natychmiast odsyłano do domów. Hospitalizacji i interwencji chirurgicznej wymagało kilka osób. – To byli m.in. górnicy z ranami postrzałowymi klatki piersiowej lub innych części ciała czy urazami głowy. Wśród nich był także pobity przez zomowców kierowca karetki pogotowia. Ich obrażenia były ciężkie, pomoc musiała być udzielona jak najszybciej – podkreśla prof. Opala.

Odwaga i determinacja

Hospitalizowanym górnikom założono podwójną dokumentację. Jedną poprawną, zawierającą informacje dotyczące zmian pourazowych i podjętego leczenia, drugą sfałszowaną. Jako powód pobytu w szpitalu podawano w niej np. uraz spowodowany upadkiem ze schodów lub potknięciem. Gdyby zaszła taka konieczność, sfałszowana dokumentacja miała być pokazana Służbie Bezpieczeństwa. Był to sposób na ukrycie prawdziwego powodu hospitalizacji i uchronienie górników przed represjami. Równocześnie personel szpitala przygotował miejsca, w których mógłby ukryć rannych górników przed Służbą Bezpieczeństwa. Jednak, zanim dr Marek Rudnicki zmienił rozkaz i poszkodowanych zaczęto przewozić do Centralnego Szpitala Klinicznego, najciężej ranni górnicy trafili do Szpitala Górniczego w Ochojcu. Wśród lekarzy, którzy w tej placówce przystąpili do zabiegów, był laryngolog Andrzej Łępkowski. To właśnie on podczas jednej z operacji wyjął pocisk z ciała górnika i ukrył przed SB. Pokazał go dopiero w 1994 roku przed Sądem Wojewódzkim w Katowicach. Ten pocisk stał się jednym z najważniejszych dowodów w procesie przeciwko członkom plutonu specjalnego, którzy brali udział w pacyfikacji kopalni Wujek

36 rocznica wprowadzenia stanu wojennego

15 Gru 2017

Po północy, 13 grudnia na ulice polskich miast wyjechały czołgi, pojazdy opancerzone i wozy bojowe, zostały określone nowe zasady porządku publicznego. W operacji wprowadzenia stanu wojennego użytych zostało ok. 80 tys. żołnierzy Wojska Polskiego, 30 tys. funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa, 1 750 czołgów, 1 400 pojazdów opancerzonych, 500 wozów bojowych piechoty oraz ponad 9 tys. samochodów. Przed północą rozpoczęły się internowania działaczy opozycyjnych (operacja „Jodła”) i pozostałe zaplanowane akcje MSW.

W nocy siły MO i ZOMO zajęły siedziby wszystkich Zarządów Regionów „Solidarności”, rekwirowały sprzęt i dokumenty, niejednokrotnie demolując pomieszczenia. Wyłączona zostaje także komunikacja telefoniczna, wprowadzona godzina milicyjna (początkowo od godz. 19:00, następnie od 22:00 do 6:00) i cenzura korespondencji. Zarządzony zostaje również zakaz wyjazdów zagranicznych do odwołania (zamknięto granice państwa i lotniska cywilne). Na uczelniach i w szkołach zajęcia zostały zawieszone.

O godzinie 6 rano Polskie Radio i Telewizja Polska nadały przemówienie generała Wojciecha Jaruzelskiego, który informację o stanie wojennym podał do publicznej wiadomości. W odpowiedzi na wprowadzenie stanu wojennego społeczeństwo organizuje m.in. komitety pomocy, strajkowe, protesty i inne formy oporu cywilnego przeciwko wojsku. Stan wojenny został zniesiony 22 lipca 1983 r.

Do dziś nie jest znana dokładna liczba śmiertelnych stanu wojennego. Utworzona przez Sejm kontraktowy w 1989 Sejmowa Komisja Nadzwyczajna do Zbadania Działalności Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, uznała, że spośród 122 niewyjaśnionych przypadków zgonów działaczy opozycji 88 miało bezpośredni związek z działalnością MSW. Komisja ustaliła też nazwiska ok. 100 funkcjonariuszy MSW i urzędników prokuratury, podejrzanych o popełnienie przestępstw, żaden z nich nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Większość ofiar stanu wojennego poniosła śmierć podczas protestów, strajków i demonstracji. W latach 1981–1982 władze komunistyczne przetrzymywały w specjalnie utworzonych obozach dla internowanych 9 736 działaczy podziemia. Niejednokrotnie dochodziło w nich do wypadków znęcania się psychicznego i fizycznego. Inną kategorię ofiar stanu wojennego stanowią osoby szykanowane przez władze za działalność opozycyjną. Wiele z nich było prześladowanych i wyrzucanych z pracy z tzw. wilczymi biletami, eksmitowanych z zajmowanych przez siebie mieszkań, a w końcu były zmuszane do emigracji.

Zapomoga inna niż losowa

14 Lis 2017

Wybory w NSZZ „Solidarność”

25 Paź 2017

Rozpoczęcie rozmów w sprawie polityki płacowej na 2018

20 Paź 2017

Szukaj

Kalendarz

Grudzień 2017
P W Ś C P S N
« Lis    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Gallery

demonstracja-04-06-2009-katowice-018

Odwiedziny

  • 140901Gości razem:
  • 80Gości dzisiaj:
  • 80Gości wczoraj:
  • 0Goście obecnie online:
  • nie_damy_sie_zakneblowac
  • grosik
  • prawo_pracy
  • koksownia_przyjazn
  • boks
  • fds
  • Region Śląsko-Dąbrowski
(c) 2009 - 2011 MOZ NSZZ Solidarność Koksowni Przyjaźń Sp. z o.o. w Dąbrowie Górniczej
Administracja i aktualizacja: Jacek Imbor